Lodowa pułapka
Kiedy ludzie żyją w ekstremalnych warunkach, mogą być zdolni do wszystkiego...
Kobieta o sercu tak zimnym, że dla zemsty jest gotowa wykorzystać własne dzieci...
Mężczyzna, który musi zmierzyć się z pułapkami własnej przeszłości...
Książkę capnęłam w ostatniej chwili, przed wyjściem z biblioteki. Pomyślałam o wyzwaniu Klucznik i śnieżnej okładce. Pobieżnie przeczytałam opis i - o dziwo - nawet mi się spodobał. Ucieszona tym przypadkowym łupem kilka dni później wzięłam się za czytanie. O mamusiu jak tego żałuję...
Nastrojowy i głęboko wzruszający dramat rodzinny - oto co możemy przeczytać na okładce. Ja się pytam "Really??". Czytając nastrojowy, myślę - kominek (taki z ogniem, nie bloger :P ), święta, świeczki, prószący śnieg. Co dostaję? -50C i biegun północny, gdzie ludzie tracą palce z mrozu, a hipotermia to najczęściej leczona przypadłość u lekarza pierwszego kontaktu. Głębokie wzruszenie? Raz. Jak trzeba było podać psu silny narkotyk, żeby dokończył swego żywota. To wzruszenie zajęło cały jeden akapit w książce. Może wystarczy, żeby umieścić go na okładce. Dramat rodzinny? Hmmm.. Tak. Ale nie w sposób, jaki sobie wyobrażacie. Let's see:
Roześmiała się i biorąc go za ręce, położyła je z powrotem w talii. Przytknął głowę do jej brzucha. Burczało w nim z głodu. Przystawił ucho, żeby lepiej słyszeć. W tych dźwiękach była jakaś potężna ziemska siła, odległy grzmot i błyskawica, erupcja wrzącej lawy, szum bezkresnych lasów, jakby ukryła w sobie mały wszechświat. Zupełnie osobne miejsce - egzotyczne, fascynujące i zakazane.Pragnął się tam znaleźć, w środku niej, wtargnąć ciałem w jej sekretny kosmos.
Klawo, nie? Tak pięknego, przepełnionego epitetami opisu burczenia w brzuchu jeszcze nie czytałam. Sam Mickiewicz spłonąłby rumieńcem, że nigdy na to nie wpadł. W dodatku jak to burczenie pobudziło zmysły Dafydda!
No właśnie - Daffyd. Pomijając fakt, że mógłby to być po prostu Davidem, mamy tutaj do czynienia z mężczyzną dość ciekawym. Z jednej strony lekarz, który na kacu wycina dziecku zdrową nerkę i ucieka przed konsekwencjami na praktykę wiele kilometrów od domu. Wstyd. Z drugiej, tak szybko odnajduje się w nowym otoczeniu, że nawet -50C nie przeszkadza mu w uciechach seksualnych z prawie każdą chętną. Raz nawet podniecają go zwłoki. Serio.
I właśnie te żądze Daffyda doprowadzają do głównego punktu opowieści, czyli listu od domniemanego dziecka bohatera, które ma trzynaście lat i brata bliźniaka. Czyli dwoje dzieci. Potem przechodzimy przez wspomnienia doktorka, listę prawdopodobnych zapłodnień, rozłam małżeństwa i w końcu - wycieczkę w dawne strony.
Czytając tę historię nie wiedziałam czy się śmiać, czy płakać. Opowieść na poziomie Mody na sukces, gdzie każdy sypia z każdym, co prowadzi do tego, że nawet wmówienie gwałtu staje się prawdopodobne. W końcu tyle tych kobiet było, że można się pogubić, z którą się spało, prawda? Początek mnie zachęcił, wtrącił się klimat indiańskich szamanów i bezkresów północy... Gdyby tylko autorka na tym się oparła - książka mogłaby być godna polecenia.
Myślę, że ten debiut pisarkę trochę przerósł. Chciała stworzyć ambitną książkę, z wątkiem prawie kryminalnym, w zamian wyszła komedia przez łzy, której przeczytanie staje się prawdziwym dramatem. Straciłam kilka wieczorów, choć czekają na mnie o wiele bardziej interesujące powieści. Rzadko się jednak poddaję, dobrnęłam do końca i pomyślałam sobie Czy ten facet nie wie, że istnieje antykoncepcja? Okazało się, że wie. Jednak ciągnąc poziom opery mydlanej - nawet ona zawiodła. I dzieci było więcej...
Moja ocena: 1/6
Autor: Kitty Sewell
Tłumaczenie: Renata Gorczyńska
Wydawnictwo: Świat Książki, 2009
Liczba stron: 416
Przeczytane również w ramach wyzwania Klucznik i Czytamy literaturę skandynawską i islandzką.






